Mimo że od naszego powrotu z malowniczego Podlasia upłynęło niewiele czasu, już w końcu następnego tygodnia ruszyliśmy na kolejną jednodniową wycieczkę – tym razem celem był Czarnolas.
Tuż po przekroczeniu bramy pojawił się naszym oczom zabytkowy park w stylu angielskim z pierwszej połowy XIX wieku, otaczający zewsząd dwór, a pośrodku wykonany z brązu, pomnik Jana Kochanowskiego. To właśnie w tym miejscu robiliśmy pierwsze pamiątkowe zdjęcia. W tle fotografii pięknie prezentował się Dworek Jabłonowskich, będący obecnie siedzibą Muzeum Jana Kochanowskiego.
Czekając na wyznaczoną godzinę wejścia do muzeum, szukaliśmy schronienia przed nasilającym się upałem na ławeczkach ocienionych wiekowymi drzewami parku.
Głównym punktem wizyty było zwiedzanie dworku pod opieką pani przewodnik. Przybliżyła nam historię życia i twórczości poety, dzieląc opowieść na różne okresy jego biografii — od lat młodzieńczych i dworskich, aż po osiedlenie się na wsi.
Po wyjściu z muzeum udaliśmy się na spacer i w zabytkowej, XIX wiecznej oficynie, obejrzeliśmy wystawę strojów doby renesansu, która pozwoliła poczuć klimat XVI wieku.
Następnie podeszliśmy do symbolicznego obelisku, który upamiętnia miejsce, gdzie dawniej rosła słynna, opisywana w fraszkach czarnoleska lipa.
Potem obejrzeliśmy pobliską kapliczkę, która została wzniesiona na fundamentach drewnianego dworku Kochanowskiego.
Z Czarnolasu udaliśmy się do Puław, gdzie w klimatyzowanej restauracji zjedliśmy smaczny obiad. Podane również chłodne napoje pozwoliły nam zregenerować siły przed drugą częścią dnia w Kazimierzu nad Wisłą.
Gdy dotarliśmy na kazimierzowski rynek trwał właśnie Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych. Miasteczko pełne turystów, stoisk z rękodziełem, rzeźbami i ceramiką, artystów w swoich regionalnych strojach, zewsząd rozbrzmiewająca muzyka ze sceny, która porywała zgromadzonych do tańca, wszystkie te elementy stworzyły szczególną atmosferę tego miejsca.
Przewodniczka oprowadziła nas po rynku i urokliwych uliczkach, ciekawie dawkując wiedzę, a tempo marszu dostosowała do panującego skwaru, wybierając zacienione miejsca.
Prawdziwym ratunkiem przed upałem był godzinny rejs statkiem po Wiśle, pozwolił nam ochłodzić się nieco i podziwiać z perspektywy wody okolicę i kazimierskie wzgórza.
Po rejsie każdy z nas spędził czas według własnego uznania. Część grupy kupowała tradycyjne kazimierskie koguty z ciasta, inni szukali cienia w lokalnych kawiarniach, a pozostali spacerowali po rynku.
Po intensywnym dniu, zmęczeni upałem, pełni nowych wrażeń, późnym popołudniem ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
